Marek Łuszczki „Wizerunek, to po prostu my. My, widziani oczami innych”

02 lut, 2011

Wizerunek lidera w biznesie – wywiad z ekspertem

Wizerunek – pojęcie, które robi w Polsce coraz większą karierę. Dbamy o niego, staramy się go kreować. Dlaczego tak się dzieje?

No cóż, wizerunek, to po prostu my. My, widziani oczami innych. Polacy zrozumieli, że dbanie o to jak ich widzą jest istotne i wpływa na wiele ważnych spraw. Przede wszystkim zaś wpływa na to czy i jak szybko osiągamy sukces. Jeśli wiemy jak powinniśmy wyglądać, jak się zachowywać i jak  reagować na bodźce z zewnątrz, by osiągnąć sukces, to po prostu to robimy. Kreujemy siebie, swój wizerunek. W przemyślany i zaplanowany sposób budujemy własny obraz w oczach otaczających nas ludzi po to, by traktowali nas tak, jak chcemy i by w ten sposób przyczyniali się do naszego sukcesu.

Czyli zakładamy maskę, kiedy wychodzimy do ludzi?

Niektórzy tak to właśnie rozumieją, ale moim zdaniem jest to co najmniej nadinterpretacja. Powinniśmy pamiętać, że o wiele prościej jest założyć maskę, niż ją później zdjąć. Szybko przyzwyczajamy się do własnego „nowego” ja. Dzieje się tak dlatego, że przywdziana maska bardziej nam się podoba niż skrywana pod nią prawdziwa twarz. Pragnę w tym momencie przestrzec, że z tak pojmowanego nowego wizerunkumogą rodzić się prawdziwe nieszczęścia. Dyrektor wielkiej korporacji, w której znają go z tego, że jest srogi i apodyktyczny, w domu nadal może taki być. A to, prędzej czy później, zaowocuje samotnością tego człowieka i cierpieniem jego najbliższych.

Zatem jak kreować swój wizerunek, nie zakładając maski?

Bardzo dziękuję za to pytanie, ponieważ zawiera się w nim gotowa odpowiedź. Trzeba zrobić dokładnie to, o czym Pani powiedziała – nie zakładać maski! Nie udawać! Kreowanie wizerunku, to nie oszukiwanie i wieczne pudrowanie wszystkiego. Ktoś, kto tak myśli żyje w błędzie, a może nawet w ciężkim grzechu. Trzeba być sobą i do siebie przede wszystkim dostosowywać własny wizerunek. Zabrzmi to trochę paradoksalnie, ale uważam, że w procesie kreowania publicznego wizerunku ważniejsze jest, by pasował on najpierw do nas, do naszego charakteru, nawet przyzwyczajeń, a dopiero później do całej reszty świata. Jest to zdrowsze, bo nie musimy żyć w ciągłym stresie. Nie musimy się obawiać, że ktoś nas wreszcie przeniknie i odkryje nie zawsze przyjemną i sympatyczną prawdę. Jest to też bardziej profesjonalne i poważne z naszej strony. Pamiętajmy bowiem, że społeczeństwo, w którym żyjemy jest coraz bardziej kompetentne. Ludzie, z którymi się spotykamy, wiedzą coraz więcej o sprawach, którymi nie zajmują się zawodowo. Dzięki wszechobecnej informacji wszelkie fałszywki – w tym także nasz „nowy” wizerunek – są wychwytywane, napiętnowane i w najlepszym razie gromko wyśmiewane. Taki blamaż nie jest nam do niczego potrzebny.

Czy w takim razie wystarczy być sobą, by skutecznie kreować swój obraz w oczach innych?

Być sobą i jednocześnie kontrolować to bycie sobą. To, moim zdaniem, istota właściwego podejścia do kwestii kreowania swojego wizerunku. Co to oznacza w praktyce? Otóż każdemu, kto chce zacząć świadomie kształtować swój obraz w oczach opinii publicznej zalecałbym jak najbardziej wnikliwe przyjrzenie się sobie. Zarówno w sensie dosłownym – w lustrze, jak i w sensie duchowym – kim jestem, co robię, co znaczę obecnie i co chcę robić i znaczyć w przyszłości. Jeśli zaczniemy od takiej właśnie introspekcji czyli wejrzenia w stan własnego ducha i kiedy poogląmy się bardzo uważnie w lustrze, to wtedy – daję na to niemal stuprocentową gwarancję – dobrze zaczniemy proces świadomego kreowania własnego wizerunku.

Zakładamy, że dobry start mamy już za sobą, ale co dalej?

Po tej swoistej autoanalizie czyli zebraniu ważnych informacji o sobie przystępujemy do zaprojektowania przyszłego wizerunku. Tak, jak w biznesie, trzeba zrobić plan. Nazwijmy go umownie planem własnego wizerunku. Początkiem takiego planu powinny być odpowiedzi na podstawowe pytania związane z naszymi własnymi oczekiwaniami do naszego własnego przyszłego wizerunku. Zasada jest prosta. Im lepiej wiemy czego chcemy, tym łatwiej będzie nam zaplanować drogędojścia do tych celów.

OK, a konkretnie…

Proszę bardzo. Oto jest młoda osoba, niech będzie, że ma na imię Katarzyna. Katarzyna czuje się na siłach i bardzo chce zostać liderem biznesu. Dzięki wspomnianej wcześniej autoanalizie wie o sobie więcej, niż jeszcze do niedawna. Zna lepiej swoje plusy, ale zgłębiła też swoje minusy. Na pierwszym etapie Katarzyna powinna skupić się na umiejętnym akcentowaniu i uwypuklaniu swoich plusów, dbając jednocześnie o to, by minusy pozostawały jak najdłużej w cieniu. Załóżmy, że plusem Katarzyny jest kreatywność, a minusem porywczy charakter. Ubiegając się o pozycję lidera biznesu Katarzyna powinna jawić się jako osoba zdecydowana, ale jednocześnie spokojna i opanowana. Raczej nie powinna wprowadzać do zespołu zbyt nerwowej atmosfery. Katarzyna wie jednak, że czasem ponoszą ją emocje. Powstaje pytanie jak temu zaradzić, by wzmocnić wizerunek Katarzyny. Czy Katarzyna powinna unikać sytuacji, w których może wybuchnąć czy wprost przeciwnie? Uważam, że absolutnie nie powinna niczego unikać. Powinna brać udział w najbardziej nawet nerwowych naradach czy negocjacjach, by w ten sposób ćwiczyć swoją odporność na takie właśnie sytuacje. Dzięki temu sama sobie udowodni, że potrafi opanować emocje.

I tak oto, niepostrzeżenie, przeszliśmy do właściwego wątku naszej rozmowy czyli wizerunku lidera w biznesie. Jakie widzi Pan różnice między wizerunkiem rozumianym w sposób ogólny,a wizerunkiem człowieka biznesu?

Co do ogólnej zasady, to nie widzę różnic. Kto chce być dobrze postrzegany przez ludzi, których opinię sobie ceni, ten powinien dbać o swój wizerunek. Pamiętajmy jednak, że każde środowisko czy branża mają często swoje własne, wewnętrzne reguły gry, z których mogą, choć nie muszą wynikać różnice w podejściu do kwestii publicznego wizerunku. Posłużę się od razu konkretnym, może nawet trochę przejaskrawionym przykładem. Tym razem przyjmijmy, że mamy do czynienia z dwoma panami: popularnym liderem biznesu – Andrzejem Wielowiejskim i równie popularnym liderem awangardowego środowiska artystycznego o wyrafinowanym pseudonimie: Madej de LaFoye. Obaj panowie są ważni dla popierających ich ludzi. Obaj muszą bywać, spotykać się. Działać na rzecz swojej społeczności. Udzielać się. Pan Wielowiejski biega do opery, teatru i na różne bankiety w ratuszu czy konsulacie. Pan de LaFoye też biega, tyle, że z gołą, jaskrawo wymalowaną pupą po głównej ulicy miasta – bo właśnie tworzy swoją najnowszą instalację artystyczną ze sobą w roli głównej. Później, wspólnie z innymi artystami, pan de LaFoye biesiaduje  w zaprzyjaźnionej restauracji, kończąc całą imprezę wielką, pijacką awanturą. Mniej więcej w tym samym czasie pan Wielowiejski kłania się zagranicznym gościom, którzy zamierzają inwestować duże pieniądze  w jego mieście. Obaj panowie – każdy na swój odrębny sposób – kreują swój publiczny wizerunek. Jeśli więc pyta Pani o różnice, to właśnie tak je postrzegam.

Zostawmy Pana Madeja de LaFoye i zajmijmy się Panem Wielowiejskim oraz innymi ludźmi biznesu. Jakie znaczenie, Pańskim zdaniem, odgrywa umiejętne kreowanie wizerunku właśnie w biznesie?

Bez wątpienia obok gruntownego wykształcenia, wiedzy ekonomicznej i czegoś, co na własny użytek nazywam szóstym zmysłem biznesowym, dla każdego człowieka interesu kreowanie własnego wizerunku stanowi klucz do sukcesu. Nie jedyny to klucz, ale jeden z najważniejszych. Przecież opinia o firmie czy prowadzącym ją właścicielu bądź prezesie, to podstawa do nawiązania kontaktu. Biznes niemal zawsze zaczyna się od spotkania i rozmowy. Zanim jednak do takiej rozmowy dojdzie kontrahenci sprawdzają się wzajemnie. Zasięgają opinii o sobie nawzajem. Upewniają się czy aby ten czy ów biznesmen jest godny zaufania. Bo przecież na czymś trzeba się oprzeć i tym czymś zazwyczaj są opinie innych. Na te opinie wpływamy właśnie poprzez świadome, przemyślane i skrupulatnie zaplanowane kreowanie wizerunku. Obrazu nas i naszych firm w oczach innych.

W przypadku branży MLM, do której skierowany jest nasz portal, wizerunek publiczny jest szczególnie istotną sprawą. Jak Pan sądzi, dlaczego?

Jestem przekonany, że wynika to przede wszystkim ze specyfiki Państwa branży. Jej istotą są przecież bezpośrednie kontakty międzyludzkie. Państwo się spotykacie, razem pracujecie, szkolicie siebie i innych. Bez zaufania opartego na dobrze zaprojektowanym i skutecznie utrwalonym wizerunku nie dałoby się robić dobrych interesów. Kolejna rzecz, to nowi ludzie. MLM polega przecież na rozbudowie struktur. Przychodzą nowe osoby, które nikogo nie znają i których nikt nie zna albo zna słabo. W nawiązaniu lepszego kontaktu pomaga nienaganny wizerunek, o który trzeba dbać. Na tej podstawie budują się silne i trwałe relacje, które wszystkim przynoszą ostateczny sukces. Raczej nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nowicjusz – kandydat do współpracy, przychodzi na pierwsze spotkanie w dresie, z reklamówką pod pachą i wielobarwnymi, kręconymi włosami na głowie. Taki fristajl raczej nie wzbudziłby niczyjego zaufania. Nie o taki wizerunek tu chodzi.

Świetnie, że wspomniał Pan o tym kolorowym nowicjuszu, bo chciałam zapytać o to czy i jak w Pana oczach zmieniła się branża MLM na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat właśnie jeśli chodzi o podejście do kreowania własnego wizerunku?

Mogę to ocenić w dwojaki sposób. Jeśli chodzi o wszelkie , że się tak wyrażę, zewnętrzności – wygląd, ubiór, zachowanie, kultura osobista itp. – to muszę powiedzieć, że menedżerowie przeszli zakrojoną na szeroką skalę metamorfozę. Nie mówię w tym momencie wyłącznie o tym, że lepiej się ubierają czy wysławiają, ale także o tym, że świadomie przywiązują wagę do tego, jak postrzegają ich inni. Niektórzy wprost zaczęli kreować swój wizerunek, dbać o prestiż swoich firm i ich znaczenie nie tylko pod względem potencjału ekonomicznego, ale widziane w szerszym, społecznym kontekście. Udzielają się na przykład w regionalnych samorządach gospodarczych, wspierają inicjatywy charytatywne. Czynnie uczestniczą w publicznym życiu. Przestali zajmować się wyłącznie sobą i swoim biznesem. Niektórzy, ci najbardziej moim zdaniem ambitni, postanowili udowodnić, że MLM, to biznes z klasą. Osobiście znam człowieka z tej branży, który zasiada w jednej z regionalnych lóż Business Centre Club. Ta metamorfoza, to naprawdę wielka wartość.

To są te pozytywy, które Pan dostrzega, a co z negatywnymi stronami?

Cha! Widzę, że nie udało mi się owinąć tematu w bawełnę, No cóż, skoro Pani pyta, to oczywiście odpowiem, choć przyznam szczerze, że nikomu nie lubię wytykać błędów. Nie lubię, ale to nie znaczy, że ich nie widzę. Sądzę, że jednym z problemów związanych ze sprawami wizerunkowymi w branży MLM jest kwestia odnoszenia się poszczególnych graczy tego rynku do siebie nawzajem. Powiem wprost, że chodzi mi o zawiść. Bezinteresowną, bardzo zresztą polską, zawiść połączoną z niepotrzebnie werbalizowaną i upublicznianą frustracją. Komuś coś się udało, a ja sam cienko przędę, to chociaż dokopię temu, który tak dobrze sobie radzi. Niech wie, że ja tu też jestem ważny. Moim zdaniem taka postawa szkodzi wszystkim, szkodzi całej branży i jej wizerunkowi. Zamiast czerpać inspirację i wzorować się na kimś, komu dobrze idzie, lepiej jest dokopać i podeptać nowe inicjatywy. Osoby, które tak się zachowują – jest ich na szczęście mało – potrafią skutecznie psuć opinię o całym środowisku.

By nie kończyć tak pesymistycznie, jakich rad udzieliłby Pan osobom zajmującym się marketingiem sieciowym odnoście kwestii budowania wizerunku?

Przede wszystkim – i tu znów częśćodpowiedzi zawarła się już w Pani pytaniu – zachęcałbym do konsekwentnego budowania tego wizerunku. Do świadomego i przemyślanego kreowania opinii o sobie w gronie klientów, kontrahentów i partnerów biznesowych. Nie powinniśmy sobie pozwalać na lekceważenie tego, co inni mówi i piszą o nas. Umiejętne wyrabianie pozytywnej opinii na swój temat, to część taktyki i strategii biznesowej każdego rasowego biznesmena.

To instrument prowadzenia interesów i wspierania ich rozwoju. Dobra opinia, renoma, wysoka lub przynajmniej rosnąca pozycja szybko owocują dobrymi rekomendacjami, z krórych rodzą się zamówienia i zlecenia. Jak budować wizerunek? Świadomie działać na kilku płaszczyznach – od wyglądu zewnętrznego i zachowania począwszy, na doskonaleniu i podwyższaniu swoich kompetencji i kwalifikacji skończywszy. To cały pakiet zadań i działań, nad którymi jednak łato zapanować i które stosunkowo szybko można przeobrazić w nowe, dobre nawyki. Tak jak myjemy zęby i bierzemy prysznic, by się odświeżyć, tak dbajmy o swoją reputację i renomę, by nas chwalono i polecano. Niech nam to wejdzie w krew.

 

Dziękuję za rozmowę.    

 

moja sylwetka zawodowa

 

Marek Łuszczki

 

Dziennikarz specjalizujący się w tematyce społecznej i ekonomicznej, wieloletni pracownik

i współpracownik dolnośląskich mediów, pracował między innymi w Polskim Radiu Wrocław, Telewizji Dolnośląskiej, miesięczniku Biznes Wrocławski i serwisie internetowym biznespolska.pl. Laureat prestiżowej nagrody dziennikarskiej „Ostre Pióro” przyznawanej przez prezesa Business Centre Club. Producent telewizyjny, trener w zakresie wystąpień publicznych, ekspert w dziedzinie kreowania wizerunku osób publicznych. Opracowywał i prowadził szkolenia medialne z kamerą między innymi dla członków Dolnośląskiej Izby Gospodarczej i BCC, przygotowywał wielu dolnośląskich polityków do wystąpień telewizyjnych. Kilku jego klientów zasiada w obecnym rządzie.

Poleć znajomym

Polub artykuł

Zaloguj się, aby móc oceniać.

Powiązane

Aby móc dodawać komentarze musisz być zalogowany

Eight&Eight
 

Tylko zalogowani użytkownicy mają prawo do głosowania